Pogaduchy do poduchy,  Uncategorized

,, Nigdy bym nie powiedziała, że znajdę swoje miejsce na ziemi w stajni’’. Wywiad z Moniką Feret, która jest miłośniczką koni, ale nie turbo!

Monika Feret–  uczennica Zespołu Szkół Techniczno-Weterynaryjnych w Trzcianie, miłośniczka koni, pasjonatka jeździectwa, hipoterapeutka


Czy nazwałabyś siebie miłośniczką koni?
To zależy. Są dwa typy miłośników koni: turbo miłośnicy  i Ci którzy uważają to za styl życia. Jestem miłośnikiem koni, ale nie turbo. Sprawia mi przyjemność jak obcuję z koniem, lubię sobie popatrzeć na  ładne konie. Ale to nie jest tak, że jak widzę pierwszego lepszego, to biegnę do sklepu i kupuję mu trzy  kilogramy marchewki. A zdarzają się takie osoby.
A dlaczego akurat konie?
To zwierze mnie fascynuje, zawsze mnie ciągnęło do koni.

Od dziecka?

Tak, tak. Pamiętam jak moja babcia opowiadała  mi historie z mojego dzieciństwa. Mówiła mi, że miałam 3 lata to jedyne co mówiłam to tylko, że to i tamto daje się konikom. Tylko konie, konie i konie.  Mój pokój
był cały w koniach. Lalki z końmi, koce. Nawet spałam z jednym pluszakiem konikiem, ale później rodzice uświadomili mi, że to jest osioł.

Czy masz jakąś szczególną więź z jakimś koniem?

Nie, nie. Nigdy nie spotkałam się z czymś takim. Ale są takie, z którymi bardzo lubię pracować i na odwrót. Są też takie, które jak widzę i myślę, że mam na niego wsiąść,  to chce mi się płakać. Po prostu się nie dogadujemy.  W stajni, w której pracowałam był kucyk Kajtek, wielkości doga niemieckiego. Był przekochany, z nim dogadywałam się lepiej.

Dlaczego zaczęłaś pracę w Ulanowie?

To był spontan. Były wakacje, jakoś 2 lata temu, ostatni weekend sierpnia. Nie chciałam siedzieć w domu, a obiecałam swojej przyjaciółce, ze pojadę do niej w Bieszczady. Stwierdziłam, że ją odwiedzę, ale ona dzień przed wyjazdem napisała mi, że jednak nie może się spotkać.  Zadzwoniłam do znajomego, który był opiekunem na obozach jeździeckich.  Powiedział, ze akurat mają dla mnie miejsce. Wzięłam plecak, białą teczkę , czarny marker i na stopa.  Nie miałam pojęcia gdzie ten Ulanów jest, nie wiedziałam nic. Najpierw chciałam dojechać do Rudnika, stałam na końcu ulicy Lubelskiej jakieś pół godziny. W końcu odwróciłam teczkę i napisałam ,,chociaż kawałek’’. Zatrzymał się od razu ziomek i podwiózł mnie do Jasionki. Z Jasionki ktoś podrzucił mnie do Sokołowa. Spotkałam tam koleżankę, która podrzuciła mnie do Kamienia. Z Kamienia dostałam się do Zarzecza, z Zarzecza do okolic Ulanowa. Stamtąd dziesięć kilometrów szłam z buta.

I jak pierwsze wrażenia?

Miałam dojść na rynek i zadzwonić do znajomego. Podjechał po mnie motorem. Od razu zorganizowaliśmy zajęcia z pierwszej pomocy. Nie miałam dużo pracy tego dnia.  Na samym początku uczyłam dzieci podstaw. Dogadałam się z instruktorami,że będę przyjeżdżać na weekendy. Chciałam się podszkolić w pracy z końmi i ludźmi. Bardzo fajna sprawa.

A czy miałaś do czynienia z hipoterapią?
Regularnie przyjeżdżała do mnie pani z dwójką dzieci. Jeden z nich miał zaburzenia. Zawsze w sobotę i niedzielę
o 9 rano wiedziałam, że mam z nimi zajęcia. Na początku było zapoznawanie się z koniem, głaskanie. Obklejaliśmy konia karteczkami. Pokazywał gdzie koń ma ucho, nogę. Uczyliśmy się chodzić  z koniem, na początku  bał się na
niego wsiadać. Tak sobie spacerowaliśmy. Później uczyliśmy się go czyścić. Jak już nie bał się wsiąść,  to robiliśmy
ćwiczenia pod jego schorzenia.

Efekty były widoczne?

Otworzył się chłopak. Zawsze jak przychodził przybijał mi piąteczkę,
podchodziliśmy do Wiwki pod boks. Najgorsze było to,  jak instruktorka odeszła  i wzięła konia. Musieliśmy go przywyczaić do nowego. Nie wiem jak jest aktualnie.

Na czym polega ogólnie Twoja praca?

To zależy. Jeśli mam stajnię, w której jest stajenny to nie obchodzą mnie prace ogólnoporządkowe. A jak nie mam,  to zbieram się  z koleżanką i raz na dwa dni sprzątamy boksy.  Dbam o sprzęt, rozpisuje jazdy, zapisuje ludzi. Różnie to wygląda bo jeżeli jest więcej osób w stajni , to dzielimy obowiązki.  Zajmuje się przede wszystkim dawkami żywienia koni, sprawdzam stan zdrowotny. Stanowię pieczę nad tym wszystkim.

A skąd czerpiesz wiedzę na ten temat?

Jestem człowiekiem, który lubi czytać, ale nie książki stricte  o tej tematyce. Ja wolę nauczyć się tego sama, w praktyce , nawet poprzez błędy. Jak byłam mała, miałam 7 lat, namawiałam swoich rodziców na jazdę konną w Kielnarowej.  Wozili mnie tam, uczyłam się, jeździłam tam około rok. Nauczyłam się tam podstaw. A później poszłam do mojej obecnej szkoły- Zespół Szkół Techniczno-Weterynaryjnych w Trzcianie. Polecam. Tam poszłam ze względu na to, że ciągnie mnie do zwierząt.

Czyli ta szkoła była dla Ciebie
oczywistym wyborem?

Nie. Miałam iść do VI liceum na profil ratowniczy. Ale jakoś tak wyszło, że tydzień przed ostatecznym terminem składania papierów , przyszła do mnie pani pedagog. Powiedziała  mi o tej szkole i… dostałam się. Jakoś tak wyszło. Zapisałam się na hipoterapię i na jazdy. Nauczyłam się od nowa pracy z koniem.

Wiążesz z tą pracą swoją przyszłość?

Szczerze to jest bardzo skomplikowane. Nie wiem co będę robić nawet za półtora roku. Chciałabym bardzo pracować z końmi, ale jestem takim człowiekiem, że nie fascynuje mnie praca z człowiekiem, który jeździ już lepiej. Wolę uczyć
ludzi, którzy nigdy nie mieli do czynienia z koniem i muszą się uczyć wszystkiego od początku.

Co jest najlepsze w tej pracy?

Ja jestem człowiekiem, który nie wysiedziałby przed biurkiem. Nie pasjonuje mnie to w żaden sposób. Ja muszę pracować przede wszystkim z człowiekiem, a jeśli mam możliwość połączenia pracy z człowiekiem i ze zwierzęciem, i ze swoją pasją, to jak najbardziej chcę żeby tak było. Najlepsze też jest świeże powietrze, nie lubię siedzieć w domu.  Świeże powietrze, zwierzęta i ludzie.

A najgorsze?

Najgorsze? Jest  to praca męcząca fizycznie. Ale mimo to jest satysfakcja psychiczna. Aczkolwiek mięśnie to
wszystko czują. Jazda jest męcząca. Na przykład dużo osób twierdzi, że jeżdżąc konno nie można mieć zadyszki. A można.

Kiedy wracasz do Ulanowa? 
Jadę w przyszły weekend zobaczyć co się pozmieniało, co się tam dzieje, jakie są konie. I mam zamiar adoptować  psa! Nigdy bym nie powiedziała, ze znajdę swoje miejsce na ziemi w stajni.


 

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *