(Nie)Szczere recenzje,  LifeStyle

Makeup Revolution Chocolate Orange

Nigdy nie byłam mistrzynią makijażu. Swoją ,,przygodę’’ z kosmetykami zaczęłam w 6 klasie podstawówki, kiedy po raz pierwszy zaczęłam używać tuszu do rzęs. Pamiętam mój ,,pierwszy raz’’. Siedziałam na fotelu w pokoju siostry i jej tuszem (Rimmel, ale nie pamiętam modelu) próbowałam wytuszować rzęsy. Robiłam to z zamkniętym jednym okiem, bo bałam się, że je sobie wydłubie. Dramat. Przeżyłam tzw. buble makijażowe. Źle dobrany podkład, krzywa i zbyt długa kreska, źle pomalowane usta- nie będę ukrywać, że dosyć często mi się to zdarzało. Ba! Do tej pory mam problem ze szminkami (chociaż jest to mój ulubiony kosmetyk na mojej toaletce). Idealnie pomalowane usta to nie moje usta.

Ostatnio, po półgodzinnej walce z eyelinerem,  stwierdziłam, że nie ma sensu się męczyć. Kreska (kiedyś obowiązkowy gość na mojej powiece) nie codziennie ma ochotę ze mną współpracować. Postanowiłam przerzucić się na cienie do powiek. Mam jedną paletę od 3 lat, z której korzystam raz na ruski rok. Pomyślałam, że czas na zmiany i za namową koleżanki zamówiłam nową. Makeup Revolution Chocolate Orange trafiło w moje ręce.


Nie jestem ekspertem, ale jest to dla mnie świetny produkt. Kilka powodów w pigułce:

  • Świetne kolory-16 różnych odcieni, które nie są ani nudne, ani tandetne. 5 błyskotek, a reszta matowa. Kolory nie tylko na imprezę, ale także na zwykły randomowy dzień.
  • Dobry pigment– już wiem,  o co chodzi wszystkim blogerkom, które zwracają na to uwagę. Kolory są mocne i dobrze się rozprowadzają na powiece.
  • Nie osypują się– podczas malowania twarz nie świeci się wszystkimi kolorami tęczy. Cienie są tam,  gdzie powinny.
  • Trwałe– moje oko ma to do siebie, że nie lubi obcych gości. Kiedy już pomaluję się cieniami, po trzech godzinach nie ma po nich śladu. Z Chocolate Orange nie mam tego problemu.
  • Śliczne opakowanie w kształcie czekolady z pomarańczową polewą. Lusterko w środku oraz pędzelek (szału nie robi, ale przynajmniej rozmiar jest OK).
  • Cienie PACHNĄ. Zapach jest śliczny, bo czuć pomarańczę (przypomina mi oranżadki w proszku z dzieciństwa).
  • Nie uczulają! Jako człowiek o mega wrażliwej skórze mogę śmiało polecić tę paletę. Powieki nie puchną, nie swędzą i nie są zaczerwienione. Ja niestety mam ten problem, że byle czym się nie pomaluję. Moja skóra nie znosi wszystkiego dobrze.

Reasumując, nawet dla zwykłej dziewczyny, która nie jest mistrzem makijażu Chocolate Orange będzie naprawdę dobrą paletą. Jak za tak niską cenę, produkt jest po prostu świetny. Może dzięki niemu i ja stanę się wirtuozem makijażu oczu. Od kiedy mam tę paletę, dzień  w dzień maluję się cieniami. Kolory mają swoje nazwy, dlatego prosto mogę określić, które są moimi ulubionymi. Jest to -> It’s Mine  i Pip.
Dla bardziej wymagających dodam, że paleta posiada duże lusterko, które umożliwia także malowanie się w biegu (co zdarza mi się bardzo często).

Ocena: 10/10
Cena: w zależności od drogerii. Ja swoją zamówiłam na www.horex.pl za 22,80 zł (+ koszt przesyłki).

 

 

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *